środa, 6 lutego 2013

środa - dzień...

Po wczorajszych łyżwach spałam doskonale i długo i oczywiście śniły mi się bzdury, ale do tego zaczynam się już przyzwyczajać. Nie rozwaliły mnie emocjonalnie, więc w porządku.

Wczoraj ciekawe rozmowy na temat związków z Es miałyśmy. Wnioski (nie moje) to między innymi, że miłość nie jest potrzebna do szczęśliwego związku - nie wiem, może i nie, pewnie zależy co kto mianem miłości określa. Pojawiły się też rozważania, czy się kocha cały czas czy też czasem się kocha a czasem nie i co ludzie odpowiadają na pytanie: czy kochasz ją/jego? 
Na takie to tematy prowadziłyśmy konwersację, jednocześnie uruchamiając dawno zapomniane mięśnie.

Dziś popołudniowa wizyta u G. 

Najtrudniejsze są chyba wieczory - w dzień jestem zajęta, coś się dzieje, coś można zorganizować, ale wieczorem, kiedy już siedzę sama, z herbatą, wszystko się wycisza, coraz mniej świateł w bloku na przeciwko, coraz ciszej u sąsiadów, coraz mniej tego, co jeszcze zrobić na ten dzień chcę czy muszę, gdy tak wieczornie siedzę, to wtedy właśnie brakuje Ciebie - żeby Tobie poopowiadać, żeby posłuchać, żeby przytulić, żeby pocałować, żeby pobyć razem i zasnąć, otoczoną Tobą.

Dziś może się uda razem, wieczorem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz