Zaczął się dzisiejszy dzień od trudnej rozmowy o umieraniu. Czy można się przygotować na cudze umieranie, czy nie. I wiesz, myślę sobie, że to pewnie kwestia bardzo indywidualna i pewnie zależy od wielu czynników.
Ja nie czuję się przygotowana nijak na Twoją śmierć. Wiem tylko, że jeśli to się stanie to będzie mi bardzo bardzo źle. I wiem też, że przez pewien czas będę zjebana i będę potrzebowała czasu, żeby się ogarnąć, poskładać i od nowa pójść do przodu.
Poza tym, gdy masz nadzieję, że wszystko dobrze się skończy, to nie przygotowujesz się na czyjeś odejście. Teoretycznie wiesz, że może ono nastąpić ale nie tracisz energii i czasu na myślenie o tym, ale skupiasz się na tym, żeby wszystko było dobrze.
I nigdy nie dość mi będzie "żegnania się" z Tobą, zawsze będę chciała powiedzieć jeszcze chociaż raz, że kocham, albo coś opowiedzieć, jeszcze tę jedną, ostatnią rzecz. Albo będę chciała powiedzieć, jak jesteś ważny, albo jak tęsknię, albo przytulić, za rękę potrzymać, kochać się - wszystko ten jeszcze jeden raz.
Nie dość mam Ciebie i wciąż za mało.
Ale może na tym polega różnica z miłością i przyjaźnią? Nie wiem. Wiem tylko, że dzisiejsza poranna rozmowa wprowadziła trochę smutku.
I niedziałający komp...
Ale udało Ci się zadzwonić i całkiem długo pogadaliśmy. Tak dobrze Cię słyszeć.
A teraz jedziesz z powrotem do K. A ja kupiłam czekoladę i jem sobie i piszę do Ciebie.
"I spent my whole life thinking of you
Never mind what I intended to do
Waited my whole life just for you"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz