sobota, 9 lutego 2013

sobotnie zakupy

Dziś poszłam na drobne zakupy i skończyłam w niedrobnej kolejce. Nagle wszyscy oszaleli i przynajmniej jak przed świętami, wypełniali koszyki po brzegi, do wędliny kolejka na pół sklepu, przy warzywach też trzeba było czekać aż pani zważy a czekając do kasy żałowałam, że jednak nie wzięłam książki. Nie potrzebowałam wędlin i warzyw tylko zapłacić chciałam, ale przyznam, że nawet gdybym potrzebowała to bym zrezygnowała i wybrała coś innego na obiad. Więc wyprawa po sok, chleb, ciasteczka owsiane i orzeszki zajęła więcej czasu. Ale miałam go dziś nadto. Ostatnie minuty wolnych dni wyciskam jak najbardziej się da i lenię się do granic wytrzymałości.


Chcę nad morze z Tobą. 
Lubię, kiedy dzwonisz, lubię Cię słyszeć ale też i smutna jestem. Już nie dość mi tylko słyszeć. I nie lubię kończyć tego rozmawiania. Skoro to wszystko co mamy, to nie chcę kończyć słyszenia Ciebie.

Trudne jest chyba to, że tak dużo różnych i sprzecznych uczuć w niewielkich odstępach czasu się zadziewa. Trochę to jest jak kolejka górska (nie jechałam i na samą myśl, że miałabym poddać się takiej wątpliwej jak dla mnie atrakcji robi mi się trochę niedobrze). Na górze, zakręt, spadek na dół, gwałtownie w górę, szybko w bok, góra, dół, bok, skręt, przyśpieszenie, zwolnienie i tak wciąż i od nowa. To chyba jest to, co męczy najbardziej.

Liczę dziś na wieczór razem trochę. To ważne, żeby razem pobyć na ile się da.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz