Telefon. Od Ciebie.
Usłyszeć Ciebie, poczuć, roześmiać się, szeptać.
Jesteś. Obietnica spotkania. Całkiem rychłego.
Czuję przypływ energii. Sprzątam, piorę, gotuję, wstaję, ścielę łóżko, porządkuję drobiazgi, czytam, zmywam, rozmawiam, piszę, robię zdjęcia, słucham, śpię.
Część mnie mówi mi: spokojnie, już tak było, wszystko może się wydarzyć, pogorszenie, milczenie, płacz, rozczarowanie.
Część mnie mówi mi: trzymaj kciuki, rób, działaj, za dwa dni, niebawem, poczuć, przytulić, dotknąć, tym razem naprawdę a nie wirtualnie.
Część mnie się cieszy, część mnie kuli z lęku przed rozczarowaniem. Ale oddycham głębiej, poczułam ulgę, jeszcze się nie żegnamy, to moja głowa stworzyła obrazy, których się bałam, przez które płakałam, to w mojej głowie czarny scenariusz powstał, niepotrzebnie.
Słońce wpada przez okno, wiatr rozwiewa zasłonę, ciepłe popołudnie, ciche jeszcze, dopóki dźwięki procesji nie przetną letniego powietrza ostrą nutą płaczliwego śpiewu. Szumią drzewa. Tyle ich i takie duże - nagle zauważam - Kiedy tak urosły? niczym dzieci znajomych dawno nie widziane.
Szumią, słońce grzeje, upiorna żaba z bagien ucichła, oddając się może popołudniowej sjeście, zmęczona całonocnym czuwaniem.
Kładę się na legowisku, przymykam oczy, rażone promieniami delikatnego słońca. Kładę dłoń na swojej i wyobrażam sobie Ciebie obok. Oby już niedługo. Tak bardzo tego chcę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz