wtorek, 28 maja 2013

Potok słów, wzbiera we mnie, nie znajduje ujścia. W Tobie. Niszczy, bulgocze, przełamuje, zatapia, brak oddechu, upadam i otwierając szeroko oczy patrzę. Niemo. Uchylam usta, ale tylko łzy płyną. Nie mogę znaleźć słów, zbytu dużo się ich nagromadziło, zbyt wiele na raz chciałoby wypłynąć. 


Przygotowuję kolację. Jeden talerz. Jeden nóż. Jeden kubek z herbatą. Jedno jajko. 

W milczeniu smaruję powoli chleb, kroję pomidora, obieram jajko, wyrzucam skorupki, pedantycznie zmiatam okruszki. Siadam na stołku. Zjadam kanapki. Powoli gryzę. W milczeniu. W podskórnym oczekiwaniu na Ciebie. 

Wieczorne godziny rozciągają się do nieskończoności, każda sekunda trwa tyle, co minuta rano. Leżę na łóżku, płaczę, ocieram łzy rękawem szlafroka, obiecuję sobie, że jutro będzie lepiej, że nie będę się martwić, że się nic nie dzieje, że nie dam dostępu podstępnym myślom. Oby tylko dotrwać do pory snu, oby zasnąć i przespać całą noc, nie budząc się co godzinę sprawdzając czy napisałeś. 


W końcu piszesz. Ulga, Więcej łez. Wymiana kilku pośpiesznych zdań. Tulę mocno. Oddycham pełniej i spokojniej. Przebieram się w pidżamę i wczołguję pod kołdrę. Opatulam się sama, zakopuję, gaszę światło. Trzeba wykorzystać ten moment spokoju na zaśnięcie. 

Ranek. Pada deszcz, czuję zimno poza łóżkiem. Odpowiadasz na poranne powitanie. Spokojniej więc, wystarczy tego spokoju na kilka godzin, potem zajmę się pracą, będzie łatwiej. Dopóki nie nadejdzie wieczór. Ale obiecałam sobie się nie martwić. Obiecałam, że następny wieczór będzie inny. Spokojniejszy.

Wybicie z rytmu naszych rozmów, spotkań, opowiadań. Urywkowa wymiana prostych zdań. Niedopowiedzenia. Lakoniczność. Oczekiwanie. Zmiana. Zmiana między nami prowokuje niepokój do przyjścia. 
Chcę już wrócić do naszego rytmu. Nie chcę przyzwyczajać się do nowego. Nie podoba mi się. 

Potrzebuję Cię ciągle i w nieograniczonych ilościach. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz