piątek, 17 maja 2013

omdlewająco

Ciepło. Upał. Lato idzie. Drugie lato z Tobą ale bez Ciebie. 
Omdlewasz. Raz za razem. 
Płaczę. Raz za razem.

Umazane okulary, łzami zmoczone, palcami przetarte, zdejmuję i kładę gdziekolwiek, po omacku szukając chusteczki, żeby wydmuchać nos i wytrzeć rozmazany makijaż. 

Trudno walczyć z lękiem teraz. Gdzieś czai się w okolicy, podchodzi, niby nieśmiało, ale tak naprawdę z dużą pewnością siebie, czekając na odpowiedni moment. Jest wciąż w polu widzenia. Nie czuję jeszcze jego dotyku, jego oddechu, ale nawet jak zdejmę okulary to widzę go na horyzoncie. 



"No, don't want to be there for no one"

Nie chcę się przyzwyczajać do "bez Ciebie", nie wiem trochę co mam zrobić, jak Cię nie ma. Jesteś porządkującą mnie stałą, jesteś moim punktem odniesienia. Bez Ciebie kręcę się w kółko i wymyślam dziwne czynności. Bez Ciebie śpię więcej, żeby przeczekać ten czas. Bez Ciebie nie wiem trochę, w którą stronę iść. Jak pies, który szuka wygodnej pozycji na legowisku, wciąż kręcę się za własnym ogonem, wypróbowuję pozycje, układy, ale żaden z nich, jak nie ma tam Ciebie nie dość jest wygodny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz