Może więcej smutna, śpiąca, powolna bardziej i zamyślona. Kumuluję energię na potem, oszczędzam, przechodzę na tryb czuwania. Patrzę uważanie wkoło, zachowując oszczędność gestów. Gromadzę słowa na potem. Mówię mniej, milczę więcej, przez półprzymknięte powieki śledzę świat wokół. Wybieram z niego to, co może się przydać na potem, resztę omijam bez większego zainteresowania.
"Thinking of a way, to get you to stay
And I promise to fight the wind and wait for you.."
Zapadał. Spadł i zapadał. I zakopał - marzenia, sny, życzenia, nadzieje, myśli, słowa. Przykrył, gwałtownie, niespodziewanie, zaskakująco, cicho, podstępnie i błyskawicznie.
Równie błyskawicznie jak szybko wraz z wynikami zmieniła się cała sytuacja. Niespodziewanie, nagle, gwałtownie, zaskakująco, cicho, podstępnie i błyskawicznie.
Mała komórka, jedna, druga, siódma, podstępna, błyskawiczna, gwałtowna, niespodziewana, nagła. Spadła jak śnieg. Cicho ale bardzo skutecznie przykrywając wszystko. Wszystko co do tej pory było widoczne, ważne, powoli rozmarzające po zimie.
Wyciągamy pochowane już szpadle, łopaty, wiadra z piaskiem, pokłady cierpliwości, nadziei, wzajemnego zrozumienia, miłości, cierpliwości.
Zasypiam w zagłębieniu po drugiej stronie Twojego łokcia. Delikatnymi pocałunkami usypiam tatuaże. Dłońmi gładzę napiętą skórę, która oddycha niespokojnie. Wodząc palcem po ścieżce żył odnajduję drogę do Ciebie. Wdycham Twój zapach. Ogrzewam się o Ciebie, uspokajam swój rytm i z zamkniętymi oczami, mając Cię pod palcami, zasypiam.
Pomiędzy skalpelem, kroplówką, oczami pacjenta. Pomiędzy ścięgnami, mięśniami, kośćmi. Pomiędzy łóżkiem, oknem a linoleum. Pomiędzy strzykawką, siniakiem, raną. Pomiędzy krokami, szuraniem i szumem wody. Pomiędzy płaczem, jękiem i niestałym oddechem. Pomiędzy bólem, szczypaniem a temperaturą. Pomiędzy palcami, strupami i włosami. Pomiędzy myślą, uczuciem i słowem. Pomiędzy przytomnością, snem a utratą świadomości. Pomiędzy życiem, egzystencją i śmiercią.
Pomiędzy Tobą a mną przestrzeń wielka. Pomiędzy Tobą a mną tory kolejowe. Pomiędzy Tobą a mną autostrada. Pomiędzy Tobą a mną pola, rzeki, stawy, wioski, miasteczka, stare dworce, nowe drogi, lasy i sady, drzewa i krzaki, trawa i ziemia.
Pomiędzy Tobą a mną czas, godziny, dni, tygodnie, miesiące, święta, soboty i niedziele, bożonarodzeniowe ozdoby i malowane jajka.
Pomiędzy Tobą a mną słowa. Słów miliardy. Napisane, wysłane, powiedziane, wyszeptane, wyśmiane, wypłakane.
Pomiędzy Tobą a mną obrazy. Obrazy z wanny, z wakacji, z domu, z pracy, spod zabytków, zza drzewa, w tłumie, pojedynczo, rano, nocą, wieczorem.
Pomiędzy myślami, snem, jawą, rzeczywistością, wyobrażeniem, kartkami książek, literami na klawiaturze, schodami na dół, oddechem, łkaniem, słowem, milczeniem, przełknięciem śliny, kurzem na komodzie, okruchami w kuchni, łykiem herbaty, kawą zbożową - pomiędzy tym Ty. Mój Jedyny.
Smutno ostatnio lubi bywać. Towarzyskie się zrobiło. Więc Smutno bywa. Smutno bywa w towarzystwie.
Smutno przychodzi samo. Niespecjalnie ktokolwiek wysyła do niego zaproszenia czy dzwoni. Smutno samo przychodzi. I to często z zaskoczenia. Dziś przyszło gdy patrzyłam na Twoje zdjęcia. Ja tu się zachwycam, jak ślicznie się do mnie uśmiechasz i jak bardzo kocham Twój nos, a tu nagle, bez pukania, z buciorami - smutno przyszło. Przyszło i w oczy spojrzało i łzy, i płacz i nagle jest wszędzie.
Smutno siedzi na łóżku obok mnie i kładzie mi rękę na ramieniu. Strącam tę dłoń, ale Smutno jest niewzruszone. Przechodzę na krzesło, Smutno idzie za mną i staje obok i zagląda przez ramię. Siadam przed komputerem a Smutno już przyciąga sobie taborecik, żeby obok mnie usiąść. Pytam więc Smutno:
- Smutno, o co Ci chodzi? Przecież nic się złego nie dzieje, nie jesteś teraz Smutno potrzebne. A nawet, przyznam szczerze, jesteś w ogóle niepotrzebne.
Na to Smutno popatrzyło wielkimi, szklanymi oczami, zwiesiło głowę, chlipnęło ze swa razy, pociągnęło nosem ze trzy, odmówiło skorzystania z chusteczki, westchnęło przeciągle, wstało powoli i tęsknie oglądając się przez ramię poszło sobie.
Ale pewnie wróci. Przy obiedzie, przy kąpieli, podczas rozmowy telefonicznej, gdy będę pracować, gdy wysiądę z metra, gdy zamówię kawę, gdy będę się kłaść spać... Smutno się pojawi jak zawsze niezapowiedziane, z zaskoczenia i szybciej przyjdzie niż będzie można się go pozbyć.
Mniej znów Ciebie. Znów spadek formy. A do tego niedokończone rozmowy, niepoukładane sprawy, zawieszone do czasu, aż znów będzie można porozmawiać.
Zagubienie i niewiadoma. Skąd tak, dlaczego, co tym razem nie działa jak należy. Ograniczająca fizjologia dyktująca warunki działania, odczuwania, myślenia.
Zza brudnej, zamazanej szyby obserwuję i mogę tylko patrzeć. Czego nie widzę próbuję sobie nie wyobrażać, powstrzymuję myśli, skupiam na "tu" a nie na "tam". "Tam" gdzie Ty nie mam wstępu. Bronisz "tam" niczym twierdzy, z obawy? z braku zaufania?
"Tu". Jestem "tu" choć wolałabym z Tobą "tam". Ale jestem "tu" i trzymam się "tu" mocno rękoma i wstaję, zjadam, myję, rozmawiam, słucham, wychodzę, pracuję, patrzę, wracam, sprzątam, gotuję. Wciąż "tu" choć czasem niesforne myśli uciekają "tam". A za nimi cała ja. Ale jakoś jeszcze udaje mi się do "tu" powrócić.
Mniej więcej.
"After leaving my apartment I feel this cold inside me It howls away all through the market It calls your name"